Były juz różne, mniej lub bardziej głupie tematy, ale z tego co wiem, takiego jeszcze nie było...
Co nasi drodzy zbiornikowcy lubią jeść, i co mysla o odchudzaniu?
Heh... ja pracuje w gastronomii... póki co... bo za tydzień się zwalniam...
Próbowałem tam tyle smacznych rzeczy, że nie umiem powiedzieć, co jest według mnie najlepsze...
Właściwie to będąc w prracy praktycznie nic nie jem, tylko kawka... oczywiście poza śniadankiem w domciu...
Pozdrawiam...
ja uwielbiam jesc, chetnie probuje przeroznych potraw, nie znosze tylko szpinaku
nigdy sie nie odchudzalam i nie zamierzam,
nie potepiam moich kolezanek ktore sie katuja glodowkami, ale tez tego nie pochwalam, zauwazylam jedna tylko prawidlowosc ze zazwyczaj odchudzaja sie ci ktorzy tego robic nie powinni, natomiast osoby ktorym zrzucenie kilku zbednych kg przydaloby sie z uwagi na ich zdrowie, nic sobie z wlasnej tuszy nie robia
Odchudzać sie to ja moge z kości na ości :P A z jedzonka uwielbiam wszelkie miesa i wędliny.Ogulnie jestem miesożerna istotką :) Kocham Pierogi Ruskie i frytki ,które moge jeść w każdej ilości :D Tak ogulnikowo to chyba wszystko :D
Ja uwielbiam pierogi, nie znoszę fast foodow i flaczków łeeeeee :/ i lubię takie mrożone bułeczki, które się piecze w kuchence mikrofalowej mmmmm mogą też być z nadzieniem czosnkowym, spagetti z dobrym sosem, do czasu do czasu owoce morza (najbardziej kalmary mniammmm), coś z kuchni meksykańskiej (uwielbiam pikantne jedzonko :) ). A co do dochudzania do nigdy się nie odchudzałam - brak mi silnej woli i zresztą chyba nie potrzebuję się odchudzać. Akceptuję swoje ciało takim jakie jest. Niedawno zaczęłam ćwiczyć ale nie dla odchudzania tylko żeby się ruszać w czasie zimy, dla kondycji no i żeby niektóre partie mojego ciała nabrały pożądanych kształtów :D
Ło jerzu! Naamah! Ty sadystko! Uwielbiam dobre żarcie, nie odchudzam się (chyba nie mom z czego ;) skoro przy wzroście 170 ważę aż 65 kilo) i kocham gotować - jeśli mam dla kogo, to kocham podwójnie. I nie tylko kocham, ale czasem sobie wymyślam coś nowego.
Teraz jest tak, że gotuję przeważnie tylko dla siebie, ale i tak wpadają mi do głowy różne pomysły - na ten przykład: nie mogąc - z braku składników - zrobić sobie sosu bolońskiego do spaghetti, zrobiłem sos jarzynowy. Paljuszki lizać! Czy zmodyfikowałem wątróbki drobiowe z jarzynami. Dawno temu wykombinowałem schab w pomarańczach, pieczeń huzarską a la... ja itd. itp. etc. Sporo by się tego zebrało.
Co lubię jeść? a bo ja wiem? Dobrze lubię jeść. A z tego dobrego to pewnie najbardziej rosół (ale z takiej uczciwej kury, co to się sama żywiła na jakim wiejskim podwórku; ew. z indyka), wodzionkę (pyszności z dzieciństwa pamiętane ;) ), golonkę po bawarsku, studzieninę (czyli zimne stópki w gaalrecie), prawdziwy śląski żurek, ruskie pierogi, pieczeń jagnięcą lub baranią, indyka pieczonego (udźce, choć i pierś jest OK, jeśli się go dobrze potraktuje masełkiem podczas pieczenia), pieczone ziemniaki ze śledziem w oleju... cholera! idę książke kucharską pisać?
Ale... tak naj-najbardziej to lubię ziemniaki krojone w plastry i pieczone na blasze. Gorącej blasze węglowej kuchni.
Ino, że tego pieca już nie ma. I mnie nie ma w okolicy tej kuchni... i już nie będzie.
Zdecydowanie najbardziej lubie wszelkiego rodzaju mięsa, najlepiej na ostro. Nie jadam śmieci (fast food). Odchudzać sie nie musze, bo przemiane materii mam jak dobra niszczarka do śmieci :D:D:D Nie lubie zbyt makaronów, i wszelkiego rodzaju przetworów pszennych. Wogóle mógłbym życ samym mięsem
Naamah - jesteśmy w zbiorniku, więc zapuszczę Ci przepis na jajecznicę ze specjalną* przyprawą:
Bierze się wędzonkę - najlepiej jakiś bekonik, chudy boczek albo - ewentualnie - szyneczkę. Kiełbasa - niestety - jest niekonieczna. Chyba, że taka przez się samego robiona, ale nie za tłusta i nie za bardzo zwędzona, a już na pewno nie za sucha!
Podsmaża się to - może być na oleju. Choć lepsze jest masełko.
Dorzuca się do tego skrojoną cebulkę. Drobno skrojoną. Bardzo drobno skrojoną!
Może być szczypiorek, ale ten - koniecznie! - z cebulką.
I - jeśli akurat są - ze dwie skrojone pieczarki. Też drobno!
I dodaje się zielsk różnych - jakie w rękę wpadną. Doświadczenie mówi, że oregano jest w sam raz. I koniecznie koperek, że o pietruszce nie wspomnę. I majeranku!
I niech się fafloni. NIech się DOBRZE z-fafloni.
*
I wtedy się robi małą przerwę. Przerwę na...
Przerwa jest konieczna! Przerwa jest bezwzględnie konieczna!
Gaz czy też prąd się oczywiście wyłącza. Niech smaki sobą przejdą. Niech DOBRZE sobą przejdą.
Niech... BARDZO dobrze sobą przejdą.*
*
A potem się bierze od 5 do 10 jajek, wbija do michy, mięsza dokładnie - najlepiej widelcem, dosypuje do tego odrobinę tartego żółtego sera (nie za dużo!), trochę mleka lub śmietany - bardzo trochę - dolewa i... wio! na patelnię. I mięsza się... mięsza... mięsza... póki się nie zetnie - a jak się zetnie, to się je... i je... je... i je... i ino ślinka leci na więcej, choć żołądek już nie może i woła wielkimi literami (ale napiszę małymi): "dość".
I cytata z wyjątkowego, ops! WYJĄTKOWEGO (i tak ma być, wersalikami, bo na pochwałę zarobiłem, ) smakosza wyjątkowego: "albo raczej zżera, wcina i ŻRE!"
*
Solić nie trzeba. Wystarczy soli - o dziwo! - z wędzonki i sera.
------------------------
* czy koniecznie muszę tłomaczyć co to za "specjalna" przyprawa? dla ułatwienia dodam, że z pewnością ta, którą zbiornikowcy płci obojga lubią najbardziej ;)
Snowman - zadziwiasz mnie
Nie będe sie chwalił ale ja potrafie nawet przyrządzić królika z bakłażanami w czerwonym winie :D:D:D
No i si pochwalilłem :P:P
Królik? WIEKI nie jadłem! U nas nie idzie dostać.
Tygrysie - dlaczego? że lubię i umiem gotować? konieczność życiowa mnie do garów zagoniła - kiedy Rodzicielka moja w szpitalu wylądowała (z którego już nie wróciła), ktoś musiał rosołki gotować, nie? no a za rosołkami to jakoś reszta poleciała.
Ino muszę mieć dla kogo gotować.
jestem wegetarianinem od 14 lat .... co oznacza ze nie jem miesa z wyjatkiem ryb i owoców morza... co wiecej uwielbiam gotowac...mój łosoś smazony na winie jest nie do przebicie ...generalnie jem bardzxo duzo warzyw i owocow ...ryby wprost uwielbiam ....podobnie jak wszystko co sie sklada z maki ...kluski nalesniki pierogi ....makaron ...o rany jak ja to lubie :)):))
pozdrawiam
Ja niestety nie potrafię gotować, chyba, że takie proste potrawy (np. spagetti potrafię). Ale chciałabym się nauczyć :)
Ja w kuchni jestem noga.Nie odchudzam sie,ale jesc nie lubie.Po prostu.Czasem jakas rybka,albo tatarek,a w ogole najlepiej krewetki :) warzyw nie jadam,owoce rzadko.Jakos sprawy kulinarne mnie nie kreca.Kuchnia=Lodowka=Piwo :) prostota przede wszystkim.
Snow, spox przepisik, szkoda tylko że niecierpię jajecznicy :D
A tak w ogóle to nie powiedziałąm co uwielbiam - spaghetti na wiele róznych [pomidorowo-parykowych] sposobów mojego pomysłu, pizzę na baaardzo ostro, koniecznie z mięskiem, pierogi z grzybami oraz z kapusta i grzybami, tonami mogę jeśc surowe warzywka i owocki, w szczególności gruszki, ale tylko z drzewa u mnie w ogrodzie [takich gigantów szczerze mówiąc nigdzie do tej pory nie spotkałam], granaty, mandarynki, poziomki, nektarynki, arbuzy, i sama nie wiem co jeszcze :)
Uwielbiam pieczone w ognisku kartofelki z pierną woda [woda z cebula, czosnkiem, pieprzem i ew. innymi przyprawami], rosołek z PRAWDZIWEJ kury oraz ogólnie MIĘCHO [jak mi kiedyś wspaniale wyszła kaczka w pomarańczach][a od mięs sa wyjąki - wątróbka, flaki i inne wnętrzności typu ozorki i móżdżki..bleeeeeeee]
No i co najwazniejsze i co jest największa moja zmora - słodycze - w niewyobrażalnych wprost ilościach. Przez ostatnie 'pozwalanie sobie' przytyłam sporo, nawet mój facet mi powiedział że powinnam wziąść się za siebie, i musze zaczac się odchudzać. Kocham jeść i nienawidze się ochudzać ale będe musiała...... wrrrrr..... zaraz obok sexu jedna z największych przyjemności w życiu.....
Naamah wiecej seksu, najlepszy sposob na spalenie dodatkowych kalorii ;)
acha, ewentualnie chodzenie po schodach podobno wtedy tez sie duzo spala, ale chyba pierwszy sposob jest znacznie przyjemniejszy, no chyba ze polaczysz jedno i drugie ;)
osobiście preferuje codziennie odzinę - dwie tańca......chudnie się w oczach :D i właśnie zaczynam..od dziś :D
Naamah, nie przyswajasz jajecznicy? No cóż - nie każdy musi. Nie będę naciskał, żebyś koneicznie spróbowała ;)
Rosół powiadasz? A niech będzie rosół ;) (uwaga! będzie długo, ale smacznie i z przypisami na dodatek):
więc (wiem! jako polonista wiem doskonale, że się zdań od "więc" nie zaczyna, ale to nie wiekopomne dzieło autora nakładem własnym wydawane, to i sobie można na niezręczności stylistyczne pozwalać, nie?), więc bierze się:
dwie spore szyje indycze (mięsko będzie jak znalazł dla piesia, tylko obieranie dość pracochłonne), ze dwa skrzydła też indyczego pochodzenia, kawałek jakiej nie za starej krówki (krojcfeld z jakobem? a w dupie mam! i tak na coś kopnę w kalendarz, więc co za różnica?)*, wrzuca to na posolony wrzątek (gar musi być solidny! solidnych rozmiarów znaczy, bo to jeszcze nie koniec) dodaje do tego ze dwie kostki drobiowych Winiar (Knorr ma specyficzny smaczek, co dokładnie wszystko psuje) i stopniowo dorzuca jarzyny - marchew (ze dwie-trzy duże), pietruszkę (też powinna być spora), pora (najlepiej tę białą część), selera kawałek (byle nie za duży) - przy jarzynach trzeba się na własnym doświadczeniu opierać, wagi za cholerę nie podam, bo wszystko na oko robię i jeszcze mię się nie udało (w zasadzie) niczego spitolić - i na koniec dużą (naprawdę dużą!) cebulę, opaloną, a nawet zwęgloną nieco na gazie (jeśli kto ma jeszcze piec węglowy... ech! nie będę wspominał, bo się łza w oku kręci).
To wszystko doprowadza się do wrzenia, a następnie tak ustawia gaz (ew. temperaturę elektrycznej płytki czy na czym się tam gotuje), żeby rosół "mrugał" (znaczy, żeby nie bulgotał, a jednak się gotował), dorzuca kilka ziarenek pieprzu, a jeśli to wiosna lub wczesne lato, to i główkę młodego czosnku (ino korzenie obciąć, dokładnie wymyć i już).
Jak kto lubi, to można i listek laurowy i kilka ziarenek angielskiego ziela - ja tam nie przepadam.
I niech się to fafloni czas jakiś, bliżej nieokreślony, a na pewno długi - Chińczycy rosół gotują przynajmniej 24 godziny, ale... zdaje się, że nie mamy ich cierpliwości.
*
W tzw. międzym czasie można zrobić własnoręczny makaron. Jeśli kto nie jest na katzu i mu ręce nie drżą.
Bierze się mąki sporo (zapomnijcie o proporcjach, nie? trzeba po prostu praktykować - praktyka mistrza czyni), robi z niej na stolnicy kopczyk, w nim włębienie, wbija w to 2-3 jajca, następnie nożem (bo po co łapy od razu brudzić?) - jakby krojąc - mięsza wstępnie mąkę z jajcami. Kiedy już są kapkę zmięszane, trza już łapy ufifrać, bo ciasto trza wyrobić. Przy wyrabianiu mąka też się przyda - do podsypywania, żeby się ciasto do łap nie kleiło. Kiedy jest wyrobione? a kiedy od łap odstaje.
Wtedy trza to podzielić na dwie (zazwyczaj) części, jedną odłożyć gdzieś pod przykrycie, żeby nie wyschła za bardzo, a drugą rozwałkować do tego stopnia, żeby prawie świat było widać. Odłożyć, posypawszy mąką, żeby podeschło. Z pozostałą częścią zrobić to samo.
I teraz następuje część programu najbardziej niebezpieczna. Dla paljuszków niebezpieczna. Bo to trzeba pokroić (żadna maszynka nie da tego efektu, nie oszukujmy się!). Kroi się to na paski mniej więcej 7-10 cm szerokości, układa jeden na drugim, składa na pół i drobniutko (jak ja napisałem? "drobniutko"? błąd! drobniuteńko!) kroi, co jakis czas to, co już pokrojone roztrząsając. Skrojone niech sobie podeschnie.
Wrzucić na posolony wrzątek, zamieszać (koniecznie, bo się poskleja!) ugotować (ugotowane jest wtedy, kiedy ze dwa razy się przemiele na wrzątku), odcedzić dokładnie, zlać porządnie zimną wodą (bo się poskleja) i zostawić w durszlaku na garnku, niech się wody pozbędzie (to ma być rosół z makaronem, a nie woda z rosołem z dodatkiem makaronu!)**.
*
Rosół w nadal tak zwanym międzyczasie się już pewnikiem ugotował, więc można się pozbyć jarzyn i mięska. Można odcedzić, ale można po prostu wszystko wyciągnąć - zostanie nieco farfocli, ale kogo to obchodzi?
Część rosołu odlać do kaszy/ryżu dla piesia, a jak się za mało zrobi, dopełnić wrzątkiem (koniecznie! bo od razu zmętnieje!) i doprawić wedle gustu***.
I gotowe. Lać w talerze, na makaron brany wedle gustu i możliwości.
Smacznego!
-------------
* zamiast może być kura, ale taka, co się sama żywiła na podwórku łażąc; kto wie, o co chodzi, temu tłumaczył nie będę; kto nie wie, niech żałuje
** szkoda czasu? a guzik! przy odrobinie wprawy to nie więcej niż 5-10 minut
*** może po gruzińsku? znakomite! czysty rosół zagotowany z tłuczonymi włoskimi orzechami, doprawiony sporą ilością czosnku roztartego na miazgę z solą i potworną ilością mielonego czarnego pieprzu i ostrej papryki (nie białego i nie chili - zupełnie inny smak!); inne rosołowe smaczki też testowałem, ale to kiedy indziej może...?
Jesu......... Snowi... zabijasz mnie tymi postami... ale jak na razie twardo je czytam od początku do końca :P Pozdrawiam...
No kurde - tego nie szło napisac krócej. Będę się starał krócej. Ale nie o żarełku!
snowman ...moze obrazkowo ...bo ja sie nie moge przegyźć przez twoje teksty :)):)) a tak w skrócie to o czym napisałes:))
poizdrawiam
To był przepis na rosołek ;) P_P - obrazkowo nie idzie, to nie chińska zupka. A dla Ciebie mam przepis na zajebisty sos do spaghetti. Wegetariański jak najbardziej. Ale Ci go prywatnie puszcze - jeśli możma ;) I nie jest za długi wcale.
snowman ty jesteś OK. wiesz co dobre i pisz jak Ci wygodnie oby było smacznie POZDRAWIAM.
ps. a coś o golonce napiszesz ?
snowman żadnych prywatnie każdy chce dobże zjeść
Snow.. ja tez czasami padam przy Twoich wypowiedziach...
Moze jak bedzie kolejny elaborat, to dla mniej wytrwalych na koncu napisz streszczenie :P:P:P
narkotyk - specjalnie dla Ciebie: streszczenie - wszystko, co w rece wpadnie w temacie jarzyn udusić na oleju (oliwie) z dodatkiem masła; konsystencja ma być jednolita - ważne! podawać z makaronem, posypane żółtym, tartym serem [koniec]
*
Pełny przepis:
Do rondla wlewamy olej (sporo; musi bez problemu pokryc dno), podgrzewamy, wrzucamy nieco masla (rozmiar: orzech wloski) - tak, jakbysmy to maslo chcieli usmazyc i nie czekajac az sie do konca roztopi - pokrojona w kostke wedzonke (boczek, kielbasa); podsmazamy, mieszajac co jakis czas, zeby byla rownomiernie podsmazona.
(wegetariane pomijaja ten fragment)
Dodajemy pokrojona w kostke cebule (na 2 osoby - cebula rozmiaru nieco wiekszego niz pilka tenisowa; moze byc nawet wieksza - lub 3-4 wielkosci pilki golfowej) zmieszanej z 1 duzym lub 2-3 mniejszymi zabkami czosnku, rowniez pokrojonymi w kostke. Dodajemy oregano (od razu - wiadomo, ze oregano trzba dodawac na samym poczatku, bo wtedy potrawa rzeczywiscie jest przesycona jego aromatem; jak kto lubi moze walnac ze 2-3 listki laurowe). Lekko solimy.
Podsmazamy do stanu szklistosci i dodajemy starta marchewke (polowa tego, co cebuli) i pietruszke (polowe tego, co marchewki; jeśli seler - to polowe tego, co pietruszki; pora - odrobine i tylko biala czesc!). Dolewamy nieco wody (moze byc czerwone wino). Ma sie to gotowac do momentu, az stanie sie jednolita masa. Doprawiamy ostra papryka (moze byc chili), pieprzem (bialym i czarnym) i duza (naprawde!) iloscia majeranku.
Wtedy wstawiamy makaron, a do sosu dodajemy przecier pomidorowy (nie mniej niz 2/3 sloiczka 200 ml).
Mozna dodac pol kostki rosolowej (byle nie Knorra, bo smak psuje).
Podajemy ze startym zoltym serem. Obowiazkowo.
Smacznego.
Zapomnialem dodac, ze sos jest gotowy, jak sie makaron ugotuje. ;)
Eskalowac? Tez wlasnymi pomyslami?
snowman ...sos do spaghetti dawaj na ten tychmiast ....moge sie odwdzieczyc opisem jak usmazyc łososia na białym winie .... oczywiscie on nie bedzie taki jak ja go robie :P...ale moze ci zasmakuje ...wiec czekam na ten przepis moze cos nowego dorzuce do swojego .....tylko mi nic o bazylii nie pisz:P bo nie lubie :/
pozdrawiam
aha dobrze ze nie czytałem o rosołku bo i tak nie jem miesa:))....tylko bym sie zameczył :)):P
pozdrawiam
No to dawaj PP. Ja tyż uwielbiam gotować. :D
Masz już wyżej ;)
A drób jadasz? bo mam w zapasie wątróbkę drobiową w jarzynach.
A ja za wątróbką nie przepadam. Ale to co uwielbiam to eksperymentować w kuchni, choć do tego potrzeba mieć dobrą kuchnię. Za to robię dobre grzanki z bułki.
O qrcze.. w jarzynach? Dawaj przepis (prosze). Chetnie spróbuje. Nie sadziłem, że wątróbke da sie jeszcze jakoś inaczej przyrządzić.
PP - jak nie jadasz mięska, to polecam hampurgery w mekdonaldowie.........
One naprawdę nie zawierają mięsa tylko jakieś badziewie które jest naprane sztucznymi smakami i wzmacniaczami sztucznych smaków i zapachów.....
:P:P:P:P
A tak poważnie to nie będę zbyt twórczy ani też oryginalny, ale uwielbiam rano napaść jakiś bar mleczny i oszeleścić parę świeżych bułeczek z pastą jajową a do nich gorące kakao........
Sam miód - zwłaszcza w zimne poranki..............
Wiem, że nie jest to wyszukane danie - ale za to jakie smaczne........
ja lubię dobrze i do syta ot taki mój mały grzech a dugi to zbiornik
narkotyk - jak każą krótko, to bydzie krótko:
cebulę (ze 2-3) w cieniutkich plasterkach zeszklić na oleju (oliwie) z dodatkiem masła (ile się zmieści na łyżeczce herbacianej), stopniowo dorzucać: drobno pokrojone pieczarki (plasterki) i seler naciowy (2-3 gałązki), starte na tarce - marchewkę (1-2), pietruszkę (1 niezbyt duża), seler korzeniowy (wielkość ok. pudelko zapalek). Ma się elegancko zesmażyć (można dusić pod przykryciem, ino pamietać o odparowaniu nadmiaru wody).
W międzyczasie na drugiej patelni (olej+odrobina masła) smażą się wątróbki - póki nie staną się wszystkie równomiernie brązowe i zrobi się taki specyficzny sosik. Wtedy łączy się oba składniki i dusi pod przykryciem z 5 minut.
Kto chce - może dodać przecieru pomidirowego (lub świeżych pomidorów - te na samym początku, do cebuli i - koniecznie! - bez skórki).
Przyprawy: sól, pieprz (raczej czarny), oregano, zioła prowansalskie, czerwona ostra papryka, majeranek
(koniecznie!).
W wersji wykwintnej podlewać piwem lub winem.
Smacznego ;)
to może i ja bym coś od siebie rzuciła- znam rewelacyjne przepisy na ciasta, oraz moje ulubione - drożdżówki z cynamonem. Chce ktoś?
Dzięki. Teraz to mi narobiłeś smaka. Bede musiał spróbować tego jak najszybciej. Pozdrawiam
Wal Naamah - wywołałaś temacik, że paljuszki lizać. A ja tam i jeść, i gotować lubjeję, więc się nie szczyp.
Poza tym - dobra kolacyjka czy obiadek może być niezłym wstępem, nieprawdaż? I jeśli tet-a-tet, i w oprawie odpowiedniej, to się nieodparcie z sexem kojarzy, nie? Więc żarełko jako temat mocno zbiornikowe jest ;)
W ramach przerwy w robieniu fuchy i kontynuowania sadyzmu żarełkowego - specjalność zakładu czyli zupa cebulowa:
Cebule (4-5 naprawdę duże) obrać, pokroić w ćwiartki i zeszklić (tyle, ile się da) na tłuszczu (smalec bez skwarek, w ostateczności oliwa lub olej). Kiedy ćwiartki zaczną się rozpadać, to znak, że można wlać bulion (najlepiej niech to będzie rosół własnej roboty, a jeśli kostka - to nie Knorr!). Gotować do miękkości. Cebule odcedzić i zmiksować (można też przetrzeć przez sito), dolewając stopniowo wywar. Wlać z powrotem do garnka, doprawić solą, pieprzem, ziołami prowansalskimi i chili (jeśli kto lubi ostrzej), zagotować i odstawić na chwilę pod przykryciem. Podawać w miseczkach, do których wsypać tarty żółty ser. Można też podawać - jeśli kto lubi - z groszkiem ptysiowym (ale bywają trudności z kupieniem...) lub grzankami z pokrojonej w kostkę bułki (ale komu by się chciało?!)
Stosowane jest też zagęszczanie jajkiem - należy dokładnie zmieszać białko z żółtkiem i powoli wlewać (mieszając!) na lekko gotującą się zupę.
Smacznego ;)
Ostrzegam, że będę eskalował ;)
W kolejce czeka smalec-babuni-paljuszki-lizać!
A co powiecie na pyzy z mięsem? :)
snowman dawaj mi na ten sos spaghetti kurna a nie jakies wątróbki mi tu smazysz...czekam !!!!:)):))
naamah dawaj na ciasta bo ja znam mało :(
a sam jak bede miał wiecej czasu napisze na łsosia w białym winie ...
pozdrawiam
Patrz - s. 3 niniejszego tematu + osobista skrzynka majlowa, Psychologu ;)
juarrez - uwielbiam, mogą być bez mięsa, ale wtedy ze skwarkami, ale - kurtynka! - robić nie umiem!
Znakomite robi stary rower (znaczy - jeszcze-teszczowa), ale że ja już na krzywe ryje od pewnego czasu, to i pewnie się nie załapię...
Ale pocieszam się tym, że j. potrafi WSZYSTKO w temacie gotowanie :)
snowman sos umiem prostrzy przyznam sie szczerze bo nie dodwała me masła ....hmmm .....spróbuje twój ..zobaczymy czy bedzie dobre :))
pozdrawiam
A ja przed chwilką oszeleciłem siedem jajeczek............
Qrna - mam nadzieję, że rano nie zniosę przez to jajka :D:D
Serwis przeznaczony tylko dla osób dorosłych. Klikając "Rozumiem" potwierdzasz, że masz ukończone 18 lat. Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług.