Etam... dwubulgotnik wanienny i podkołdernik złośliwy to tylko środek uboczny; liczy się rozkosz jedzenia!
Pierogi ruskie - to lubię najbardziej
Widzę że ktoś odgrzebał temat więc się wpisze. Jestem wszystko żerny. Ale ulubione danie to oczywiście schabowy z kapustą - jakież to proste i dobre!!
snow, znasz może jakiś przepis na pyszne łazanki? bo ja po pierwsze nie wiem jak się to robi, po drugie kupne sa obrzydliwe a po trzecie..... jakbym po zrobieniu osiągnęła smak tego, co dawano nam w podstawówce to bym cię na rękach nosiła :D
Spokojnie... tylko obejrzę Hakera, OK?
kochanego ciala nigdy za wiele:P:D
Wiem jedno linie trzeba trzymać przez całe życie nie wolno się zapaść ani tez przesadzić w drugą stronę. Ja po prostu nie nawiedzę tłuściochów, dlatego ponieważ jak byłem małym chłopcem byłem grubasem do 14 roku życia, potem zacząłem uprawiać sport wyczynowo i nabierać odpowiedniej sylwetki. Wiem ile to mnie kosztowało wymówień ponieważ uwielbiam szame i to dobrą w dużych ilościach. Ale silna wola i dużo wyrzeczeń od 11 lat pozwoliło mi zrobić z siebie zupełnie inną osobę nikt nigdy by nie powiedział że byłem kiedyś gruby lub powiem więcej tłusty.
Oczywiście od czasu do czasu się nażre jakiś smakołyków ale na co dzień trzeba trzymać dietę. Wiem jedno ja nie pije i nie pale i nikt by mi nie dała nigdy 26lat które mam mówią że 22 to full. 11 lat stosuje dietę i jestem tak do tego przyzwyczajony jak palacz do palenia papierosów to się staje nałogiem.
Zachęcam wszystkich do uprawiania sportu podnoszącego kondycję.
Na co dzień pracuje jako umysłowy, a po pracy zawsze trenuje w siłowni 5 razy w tygodniu i jest to niesamowity odpoczynek dla umysłu. Naprawdę polecam.
P.S. Schabowy z młodą kapustą, barszcz czerwony z mielonymi, kapusta faszerowana, befsztyk z duszoną cebulką PYCHA.
Szanowni Zbiornikowcy (płci obojga),
Święta to zazwyczaj potrawy, jakich się nie jada na co dzień, robione raz w roku - w wypadku tych sepcyficznie świątecznych np. kutii, albo kilka(naście) razy - w ywpadku potraw skomplikowanych i pracochłonnych.
Jak to z tym u Was jest? Co tradycyjnie przygotowujecie tylko na Święta, a co "świątecznego" robicie tylko kilka razy w roku?
{i}ps
przepisy mile widziane{/i}
No, kurtynka! co jest?
Czyżbyście zbiornikowcy (płci obojga) opychali się w święta rosołem/pomidorową z ryżem pod schabowy z kapustą?
A gdzie, kurtynka! tradycja? gdzie barszcz z uszkami (z grzybami!) lub fasolą marki jasiek? gdzie czysty barszcz grzybowy z makaronem własnoręcznym? gdzie karp w galarecie, z patelni, po żydowsku? gdzie kutia już wspomniana? kompot z suszu owocowego? w niektórych okolicach - kisiel wiśniowy?! co?!
I gdzie bigos - taki bardziej staropolski, trzy dni przynajmniej gotowany i porządnie przemrożony w przerwach? gdzie kura faszerowana? gdzie studzienina (zimne stópki w galarecie)? gdzie schab pieczony ze słiwką - w galarecie i nie? gdzie szynka włąsnoręcznie peklowana i wędzona (ew. do uczciwej wędzarni oddana)? gdzie strucle z makiem? i baby drożdżowe świąteczne (które jedne się i przy wielkiej nocy objawiają)? itede? itepe? etece?
No... kiepściunio... skoro milczycie - czyżby szajsfudy z mikroweli? półprodukty z oszołoma, żana, kerfura czy innego hita czy tesco? no nie... idę się zabić! svet se posral!
nie snowman, same dobroci wlasnej roboty (tzn mamusinej ;)) byly i barszczyk z uszkami, barszczyk oczywsicie na wczesniej przygotowanym domowym zakwasie, a uszka wlasnorecznie robione, i groszek z kapusta i pierozki i karpik i kutia i miesa wszelakie pieczone na rozne spsoby i inne takiw ale tak jestem pojedzona ytm wszytskim ze pisac mi sie przepisow nie chce, moze przed kolejnymi swietami zdaze, aaaaaaaaaaaa bigosik bedzie najlepszy na nowy rok...
Jasne! bigosik to, pani koleżanko, im więcej stoi, w zimnym oczywiście, i więcej razy jest odgrzewany, tym lepszy.
U mnie, niestety :(, już "wyszedł"...
A co powiecie na bimberek taki najprawdziwszy pędzony z cukru albo jeszcze lepiej z serwatki. Choć pewnie nic nie przebije bimberku z owoców. Mam nadzieję, że niedługo znajdę się w okolicy Łącka. :)
Ja nie myslę o odchudzaniu. Do przepisowej wagi brakuje mi jeszcze 2 kilo :) Ale uwielbiam gotować i jeść. A jem wszystko co się nadaje do jedzenia :) . Pomijam płatki wszelkiego rodzaju i McŚmieci bo to się do jedzenia nie nadaje :P :)
Bimberek tylko z cukru i drożdży, z odrobiną ryżu (suchego), żeby aż tak nie capił i jednym tartym ziemniakiem w celu przyspieszenia fermentacji.
I aparatura laboratoryjna - kolba + chłodnica (najlepiej z deflegmatorami i dwa-trzystopniowa). Koleś pędził na chemii mając do dyspozycji dwu i półmetrową chłodnice... ech... byli caszy...
A może tak miodówkę albo cytrynówkę na spirytusie zrobić :) dobre w smaku i sponiewierać potrafi :D
Ale niezłe walory ma np. niedoszłe winko z truskawek przepuszczone przez aparat. :)
Kiedys sie dalem napuscic i zrobilem winko ze sliwek... postalo sobie sporo... az sie osad na dnie gasiora zrobil... nawet mocne dosc bylo, zlalem to delikatnie w gar, potem w kolbe i destylacja... ludzkosci zbiornikowa ukochana! jaki miod z tego wyszedl! ojej! az mi slinka leci... a to akurat swieta ielkiej nocy byly bodaj... jak to wchodzilo! podwojny przegon! ech! lza w oku!
Winka winkami, ale czystej w gornie kumpli i kupelek nic nie przebije! :)
Clains większość kupnych czystych się bardzo z jakością popsuła i smakuje jak jakaś chara a nie wódka. A my tymczasem z Snowim mówimy o największej wirtuozerii, czyli o domowym bimberku. A kolejna sprawa to oczywiście z kim się wypija. :)
clains - czysta, powiadasz? a to Ci zapodam na okoliczność, że wraz z kumplem-chemikiem przepuszczaliśmy krakusa i żytnią na jakąś jego imprezę przez aparaturę jak wyżej - Ty wiesz jakie świństwo po tym przegonie zostało? jaki szlam? gdyby była taka możliwość każdą przyswajaną wódeczkę przepuszczałbym przez porządną aparaturę.
Ale wtedy bym chyba nic innego nie robił, biorą pod uwagę ilości jakie (czasem) przyswajam... tjaa... byłoby to całkiem przyjemne ;)
A jeśli o bimberek chodzi, to przypomniało mię się, że kiedys wyprodukowaliśmy winko z ryżu (znaczy sake), a potem przegoniliśmy to... o kurtynka... jakie to było dobre, a kopało jak muł. I to wściekły!
A'propos wina ryżowego.
Potrzebuje go do przygotowania potraw chinśkich , czy ktoś wie gdzie je można kupić , bądź czym zastąpić ?????
Ostatnio widziałem w BOMI u mnie, na Wichrowych Wzgórzach. Poszukaj sklepu tej sieci w Katowicach - nie wierzę, żeby nie było ;)
Tyle, że drogie było - coś koło 2 stów. Chyba, że zrobisz sam...
Myśmy robili tak: rozgotowany ryż, drożdże winne, cukier, woda; proporcji nie pamiętam.
A ja widzę, że tu Snowi to mistrzu na temat jedzenia i picia. Dlatego aby wyrazić swoją wdzięczność to jak uda mi się zdobyć śliwowicę łącką to prześle ją Tobie. :D
juarrez - byle nie wirtualna, a do mistrza mi daleeeeeeeeeeeeeko...
Nie będzie wirtualna jak mi się uda ją zdobyć.
Kilka(naście) razy przyswajałem... pyszności...
Na razie jestem w posiadaniu bimberku w niewielkiej ilości z cukru rozcieńczonego do 50% i muszę przyznać, że niezły.
I muszę stwierdzić, że czerwony Jaś Wędrowniczek przy tym się nie umywa. :)
A robiłeś kiedy whisky z bimberku? bo ja i owszem - i to niekoniecznie via "zaprawki", które można było u prywaciarzy dostać ;)
A poza tym odnośnie wódki. Zauważyłeś Snowi jak spadła jej jakość np. Luksusowej to już się praktycznie nie da pić bo czymś tak zajeżdża, że to się tak pije jak jakiś aceton do zmywania lakieru do paznokci. :(
Niestety z racji wieku mam niskie doświadczenie w pędzeniu. Za to mój ojciec i owszem. Z resztą to już weteran z czasów jeszcze gdy było ciężko o alkohol.
1 l spirytu
4 cytryny
12 łyżek stołowych cukru
1 l wody (lub 0.5 l wody zależy od tego jaką chcemy moc :D )
skórki cytryn ścierasz na drobnej tarce; do startych skórek wlewasz spiryt 3/4 l spirytu, zakręcasz i odstawiasz na dobę;
po tym czasie przesączasz to przez podwójną gazę;
z cytryn wyciskasz sok; dolewasz go do spirytu, dolewasz resztę spirytu, wodę z rozpuszczonym cukrem;
całość odstawiasz na chwilę, dukrotnie przesączasz;
potem pijesz :D :D
A likierki lubicie??? Mi osobiście nie podchodzą, wole (jak wspominałem) czystą. Np. bolsa. Ale nie mówie że domowej robutki nie lubie! mój wujo robi zajebistą {b}siekiere{/b}. Po prostu the best.
No a ja to niby kiedy pędziłem? przedwczoraj? też za tamtych czasów...
Dlatego Snowi powinno Ci się przyznać kombatanctwo. Może zdradziłbyś jakiś atrakcyjny przepis ze swojej skarbnicy na napoje wyskokowe.:)
Przemyślę i... ogłoszę licytację ;)
Zresztą... dobra, niech tam już będzie, ale na poczaek przepis długoterminowy i tylko dla cierpliwych:
do gąsiora wrzuca się po kolei (w kolejności pojawiania się na rynku) dokładnie po kilogramie każdych owoców, od truskawek poczynając, dodając oczywiście cukier i na samym poczatku nieco drożdży winnych (powinny być z pewnego źródła); jeśli trzeba, można dolewać nieco przegotowanej i dobrze odstanej wody.
Proporcje - o ile dobrze pamiętam - 3/4-1 szklanki na każdy kg owoców (tak! niektóre są przecie cholernie kwaśne).
Nie dodaje się jabłek (bo gotowe skwaśnieć), śliwki - tylko bardzo dojrzałe.
Po przefermentowaniu ma to sobie postać przynajmniej do świąt (już szczelnie zamknięte, bo skwaśnieje!), trzeba to ostrożnie zlać (osad!), sprawdzić moc (zaręczam, że mocno to będzie!) i nieco doprawić spirytusem. Mniej więcej w proporcji 1/10 (czyli seta spirytusu na każdy litr). I odstawić do chłodnej (koniecznie!) piwnicy na jakie pół roku... smacznego!
Zresztą - robiliśmy to z Mamą zupełnie na czuja, ale zawsze jakoś wychodziło...
Ktoś chętny? to się wpraszam na degustację - o ile dożyję ;)
Się mi wymyśliło, może ktoś już tak robił, ale ja po raz pierwszy:
{b}żeberki w ziołach{/b}
{i}właśnie żeberki, a nie żeberka, bo tak właśnie mówiła jedna z moich partnerek, uwielbiająca gotowanie i jedzenie też{/i}
(porcja na 3-4 osoby)
żeberki kroi się na kawałki, takie z grubsza dwukostkowe, naciera olejem (może być oliwa, nawet lepiej!), soli, pieprzy (solidnie!), paprykuje ostrą papryką (bardzo solidnie!), posypuje sproszkowanym czosnkiem (mocno!) i majerankiem (więcej niż bardzo solidnie), ściśle upycha na talerzu lub w jakiej misce (ja użyłem szklanej michy), dociska czymś (pokrywka, talerzyk), dociskacz obciąża (może być np. odważnik) i wsadza do lodówki (średnia półka) na jakie 2 godziny;
cebulę (dużo! 2-3 bardzo duże, ew. 5-6 mniejszych) kroi się na cienkie plasterki, szkli na oleju (oliwie) - musi być całkiem miękka, wsadza w brytfannę, podlewa wodą, dodaje kieliszek (50 ml) gorzałki (białej! żadne żołądkowe gorzkie czy inne świństwa!) i niech mruga na wolnym ogniu;
żeberki się wyciąga z lodówy, prószy mąką (leciutko! ważne!) i obsmaża z KAŻDEJ strony na ostrym ogniu na tej samej patelni, co cebula była, wsadza się w brytfannę, dodaje oregano (z czuciem! ma przecie mocny aromat), chili (sporo!), zioła prowansalskie (też z czuciem! w nich też jest oregano) i sypie kminek, i sypie, i sypie (ma być go naprawdę dużo! w proszku - wykluczony! nie daje takiego aromatu);
wkłada się brytfannę w piekarnik (200-220 st.) na 2 godziny co najmniej, co pół godziny przewracając żeberki i podlewając - w razie potrzeby wodą, rosołem (byle nie z kostki!) lub piwem, kiedy są już całkowicie miękkie (chrząstki odpadają od kości i "rozpływają się" w ustach), układa się je elegancko kośćmi w dół, smaruje keczupem zmieszanym z musztardą i zapieka z 4-5 minut w 250 st.
Smacznego!
jeżeli o jedzonko chodzi to lubię dużo i smacznie, na szczęście sama umiem przygotować, więc nie cierpię z tego powodu nadmiernie, ale istnieje jedna jedyna potrawa na świecie, która ma odpowiedni smak tylko w towarzystwie jednego osobnika, potrawa nie jest zbyt wyszukana ponieważ są to parówki z wody, ale te parówki zawierają w sobie tyle znaczeń, skojarzeń i podtekstów, że ilekroć je widzę, tylekroć myślę o tym jednym szczególnym osobniku, już chyba nigdy nie wchłonę parówek bez znaczącego uśmiechu na twarzy.
W rzeczy samej - parówki jednak wchozą doskonale tylko w odpowiednim towarzystwie, oczywiście i obowiązkowo z keczupem i musztardą. Pieczywko do tego może być nawet i bez smarowidła. Na poparcie tej tezy fakt taki - raz nabyłem w drodze kupna morlińskie i to kiedy przez Ostródę jechałem i się okazały niejadalne, a na dodatek wszyscy spożywający mieli po nich bardzo płynną... i do klopa stało się w kolejce ;)
Przepis dla Dr stein
Składniki:
1/2 kg schabu
1 mała zółta papryka
1 mała czerwona papryka
1 mała zielona papryka
1 duża cebula
4 łyżki oleju do smażenia
Marynata:
3 łyżki sosu sojowego
2 łyżki mąki ziemniaczanej
1 białko
1 łyżeczka czystej wódki
Sos:
3 łyżki wody
1 łyżeczka cukru
1/2 łyżeczka soli
szczypta chili
2 łyżeczki papryki słodkiej
1 łyżka mąki ziemniaczanej
Przygotowanie:
1. mięso pokroić na małe kawałeczki i zalać amrynata i zostawic , min 1 godz ale im dłużej tym lepiej.
1. Wymieszać składniki sosu.
2. W woku rozgrzać 2 łyżki oleju smazyć mięso ok. 2 min ciągle mieszając (jeżeli mięsa jest za dużo smażymy w dwóch porcjach). Przełożyc na talerz.
3. Do woka wlać 2 łyżki oleju i smażyć warzywa 3 min ciągle mieszając. Dodać sos, dobrze wymieszać, smażyć ok. 30 sek. Dodać mięso wymieszać smażyć jeszcze chwilę, mieszając. Podawać z ryżem
przepis przetrenowany, tylko z tym czasem smażenia to róznie - trzeba podejśc do tego doświadczalnie. po wyjęciu mięsa nie myc woka , tylko rozgrzac ole j smażyc dalej warzywa. jeśli lubisz dania ostre , zamiast papryki słodkiej mozna dac pieprz cayenne.
Smacznego
Karlik, dodaj jeszcze, że ten schab MUSI być młody, a nie ze starego knura, bo nie będzie po smażeniu miękki tylko podeszwa, sucha na dodatek.
Ja to się w końcu wściekłem i robię albo z kurczaka, albo z indyka (lepsze!).
niewiem czy młody czy stary , ostatecznie nie jestem weterynarzem.
To po prostu schab z Auchana
Ja proponuję do marynaty dodać roztarty ząbek czosnku. Podobnie jak Snow stosuję do chińszczyzny kurczaka - delikatny i miękki nawet przy krótkim smażeniu ;)
Tak, ale trzeba uważać ze smażeniem czosnku, ponieważ gdy sie go przesmazy staje się gorzki. Można też zmieszać czosnek z odrobiną cytryny a wtedy spotęguje swój aromat :)
Nie no... z czosnkiem to jest tak, ze absolutnie nie wolno dopuscic do tego, zeby sie zrumienil. Staje sie absolutnie niejadalny, azckolwiek jadlem juz cos na ksztalt prazynek z czosnku, ale za cholere nie wiem jak to bylo robione; na glebokim tluszczu?
Może był wcześniej podsuszany. Albo wyjęty ten zielonkawy środeczek z ząbka - sprawca nieprzyjemnego zapachu z ust po spozyciu :))
A cholera ich wie... ale po przesmażeniu to i zielone nie capi post factum, znaczy po zjedzeniu ;)
Karlik - WIELKIE dzięki :)
Zobacze co mi z tego wyjdzie :)
Serwis przeznaczony tylko dla osób dorosłych. Klikając "Rozumiem" potwierdzasz, że masz ukończone 18 lat. Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług.