
Jestem jak błysk zapalniczki w ciemności — krótki, intensywny, uzależniający. Nie kolekcjonuje obietnic ani nie składam deklaracji na zapas. Żyje chwilą, bo wiem, że to ona ma największą wartość. Lubię napięcie w powietrzu, spojrzenia przeciągnięte o sekundę za długo, rozmowy, które iskrzą pod skórą zanim jeszcze padnie pierwszy dotyk.
Nie szukam stabilności — szukam chemii. Dreszczu, który pojawia się wtedy, gdy nie wszystko jest przewidywalne. Gdy serce bije szybciej nie ze strachu, lecz z ekscytacji. Cenię wolność, bo tylko w niej potrafię być w pełni sobą: odważny, świadomy swoich pragnień, bez potrzeby tłumaczenia się komukolwiek.
Relacje traktuje jak przygodę, nie kontrakt. Intensywność zamiast rutyny. Autentyczność zamiast etykiet. Jeśli wchodzę w czyjąś przestrzeń — to z pełną obecnością, ale bez kajdan. Bo dla mnie największym afrodyzjakiem jest ryzyko, a największym luksusem — możliwość odejścia bez żalu, z uśmiechem i wspomnieniem, które jeszcze długo podnosi ciśnienie.
Uzależniona od czasu
Stephen Kinga
Serwis przeznaczony tylko dla osób dorosłych. Klikając "Rozumiem" potwierdzasz, że masz ukończone 18 lat. Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług.