Moja miłość do szpilek zaczęła się od dźwięku. Najpierw był stukot obcasów na chodniku – rytmiczny, pewny siebie, niosący obietnicę świata, w którym można iść własną drogą. Dopiero potem pojawiał się obraz kobiety wyprostowanej, spokojnej, jakby otoczonej niewidzialną aurą. Nigdy nie fascynowała mnie moda, tylko przemiana i to, w jaki sposób para butów potrafi zmienić zwykły krok w opowieść. To nie chodzi już nawet o niedostępność, tylko o tajemnicę i własny świat, którego nie da się zdobyć samym spojrzeniem. Kocham smukły kształt szpilki, błysk lakieru, cień cienkiego obcasa i wspomnienia zapisane w każdej rysie. Każda para niesie ślady miejsc i chwil, które minęły, a jednak pozostały ze mną. Nie umiem do końca wyjaśnić tej fascynacji, ale wiem, że jest trochę estetyką, trochę emocją, a trochę magią. Być może właśnie dlatego, gdy słyszę gdzieś stukot obcasów, wciąż odwracam głowę?