
Nie jestem dobry w pisaniu instrukcji obsługi własnej osoby. Wolę, kiedy człowieka poznaje się w rozmowie, w drodze, przy stole albo gdzieś pomiędzy jednym spontanicznym pomysłem a drugim.
Mam słabość do miejsc, w których nie byłem, tras, których jeszcze nie przejechałem i wieczorów, których nie dało się zaplanować. Dobrze czuję się zarówno z plecakiem na plecach, jak i w miejscu, gdzie trzeba założyć coś więcej niż T-shirt.
Lubię ruch, ale nie dlatego, żeby odhaczać kolejne wyniki. Sport daje mi głowę wolną od zbędnych rzeczy. Góry, rower, bieganie, długie spacery — ważniejsze od dyscypliny jest to, żeby coś się działo.
Muzyka to osobny temat. Są utwory, których można słuchać w tle, i takie, które potrafią przenieść człowieka w konkretny moment życia. Mam swoje kawałki na drogę, nocne powroty, dobry nastrój i te mniej oczywiste okazje.
Podróże, szczególnie te, po których wraca się z historią, a nie tylko kolejną galerią zdjęć.
Aktywność — najlepiej taka, po której człowiek wie, że dzień nie przeleciał mu między palcami.
Muzyka na żywo — bo koncertu nie da się słuchać tak samo jak playlisty.
Dobre rozmowy — bez przesłuchania w stylu „czym się zajmujesz?” i „gdzie pracujesz?”. Znacznie bardziej interesuje mnie, co Cię ostatnio zachwyciło, co potrafi Cię wciągnąć na kilka godzin i dokąd pojechałabyś jutro, gdyby nikt nie wymagał od Ciebie rozsądnej decyzji.
Mam też słabość do kobiet, które nie potrzebują być najgłośniejsze w pokoju, żeby zostać zauważone. Inteligencja, energia, własny świat i odrobina nieprzewidywalności zdecydowanie działają na moją wyobraźnię.
Rozmów prowadzonych z obowiązku.
Udawania zainteresowania.
Wyścigu o to, kto szybciej odpisze.
I przekonania, że pierwsze spotkanie musi wyglądać jak rozmowa kwalifikacyjna.
Serwis przeznaczony tylko dla osób dorosłych. Klikając "Wchodzę" potwierdzasz, że masz ukończone 18 lat. Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług.