Śmiech przez łzy…
Dziś ewidentnie pech się mnie trzyma kurczowo… ciekawe z jakiego albo kogo powodu…😉
W drodze do Warszawy olśniło mnie, że spódniczkę którą prasowałam ułożyłam na półeczce i po uprasowaniu koszuli męża, zaniosłam wszystko do walizki. Taaaa srata tata…. 🙈oczywiście jak to bywa…w połowie drogi olśniło mnie, że nie wzięłam tej spódniczki Podjechaliśmy do pierwszej galerii kupić spódniczkę. Jestem w hotelu, otwieram walizkę i oczywiście bluzeczki brak. Ja pierdzielę jeszcze nigdy tak nie miałam! Ja! ta pokładana i uporządkowana🙈także… dół zakupiony i został tylko stanik jako bluzeczka😅dobrze że marynarkę miałam na sobie🙈
Koniecznie trzeba to PRZEPIĆ 😂😂😂