Tym razem było inaczej. Miałam owulację i popłynęłam. Korzystaliśmy z siebie do czwartej nad ranem. Gdybym miała użyć niewyszukanej metafory, to płonęłam - ulgę odczuwałam tylko kiedy byli we mnie. Dosłownie płakałam podczas orgazmów, gryzłam poduszkę. Pod koniec zostali już tylko mąż i M., niewyżyty, niedelikatny. Nie chciałam mu się sprzeciwiać.
Właśnie dotarłam na rodzinny obiad u teściów. Mam kłopoty z siedzeniem na krześle 💋