Bez filtrów. Bez wygładzania. Bez udawania, że życie nie zostawia śladów.
Ciało nie jest okładką magazynu, jest pamiętnikiem. Ma swoje rozdziały, przypisy i kilka zagiętych rogów.
Więc jeśli patrzysz i myślisz tylko „ok”, „w porządku” albo moje ulubione „nie przeszkadza mi”… to naprawdę szkoda klawiatury.
Tu chodzi o coś więcej niż tolerancję, o ciekawość, o iskrę, o to krótkie „wow”, które pojawia się zanim zdążysz je ocenzurować.
Bo atrakcyjność to nie linijka i poziomica. To raczej dobre wino, nie musi być idealne, żeby robiło wrażenie. A czasem właśnie te „niedoskonałości” są powodem, dla którego chce się wrócić po jeszcze jeden łyk 😉