Sześć miesięcy. Tyle właśnie tutaj jestem.
W przeciągu sześciu miesięcy udało mi się spotkać z kimś aż zero razy - i to wbrew pozorom nie jest narzekanie. Znaczy, trochę jest, ale nie tak duże jak mogłoby się wydawać.
Świat swingu jest turbo-hetero. Nie oszukujmy się, nie udawajmy politycznej poprawności - swing jest hetero i taki jeszcze długo pozostanie. To nie w tym rzecz.
Rzecz jest w tym, że zachłysnąłem się zainteresowaniem. Nawet po odfiltrowaniu erotomanów-gawędziarzy, zostawała całkiem pokaźna grupa potencjalnych partnerów.
Tylko co z tego, skoro wszyscy jak jeden mąż się wykładają na pierwszym i jedynym etapie weryfikacji? Mam trzy kryteria wobec partnerów - ma mieć coś w głowie, ma mieć aktualne badania weneryczne, ma być singlem lub mieć partnerkę która jest świadoma tego wszystkiego.
Więc po sześciu miesiącach, w końcu podjąłem męską (hehe) decyzję. Przedstawiam Wam Wacława.
Wyprzedzając durne komentarze - tak, wolałbym żywego, ale póki co nikt nie dowozi obietnic.