Czy każda kobieta ma w sobie dwie wersje siebie? Jedna chce być spokojem. Domem. Ciszą po trudnym dniu. Ciepłem dłoni i snem bez lęku.
Druga? Druga chce być nocą.
Chce spojrzeń zatrzymujących się odrobinę za długo.
A gdyby pewnego dnia pojawiła się tutaj słynna Carrie B.? Kobieta - ikona, która próbowała odnaleźć siebie pomiędzy pragnieniem bliskości a głodem emocji.
Ale w świecie Mandragorry Carrie wyglądałaby inaczej. Mniej różu i dziewczęcości. Więcej starego wina i świadomej kobiecości.
Kapelusz rzucający cień na twarz. Rozmazana szminka po zbyt szczerych rozmowach i pocałunkach... I papieros... jako mały nocny rytuał samotności.
Mandragorra nie jest miejscem dla idealnych kobiet.
Jest dla tych, które czują za mocno.
Które potrafią jednocześnie tęsknić za spokojem i prowokować własne demony do tańca.
I może właśnie w tym jest prawdziwe piękno kobiety.
Nie w byciu tylko światłem albo tylko mrokiem.
Ale w odwadze, by nosić w sobie jedno i drugie.