Gdy grałem w szkolnym przedstawieniu w liceum i dostałem rolę kobiecą, moja mama namówiła mnie abym nie bał się iść na całość. Wybrała mi najkrótszą sukienkę jaką miała, tak żeby widać było całe moje gładkie nóżki oraz pomalowała mi paznokietki, bo czekała mnie scena w której będę chodził po scenie boso. Nigdy nie zapomne gdy pojawilem się przed widownią pierwszy raz. Tylu mężczyzn, niektórzy moi kumple lub znajomi, nagle zmuszeni do spojrzenia na mnie, choćby na moment, jak na seksualny obiekt. Moja mama, słysząca te komentarze, pękała z dumy że jej synek kontynuuje tą zgrabność, cechującą kobiety z jej rodziny.