Ulepiłam pieroga. Nie myślcie sobie, że mnie pojebalo,Ale to wszystko z bezsilności. nie mogę ich jeść, a po ulepieniu pięcdzuesiatego zostaje z farszem, a ciasto się kończy. Nie chce mi się już dorabiać, a włożenie farszu do lodówki skończy się tym, że po tygodniu będzie w nim jakaś nowa forma życia. Mrożenia też nie brałam pod uwagę, bo w głowie widziałam jak wędruje z zamrażarki do zamrażarki, a po pół roku ktoś będzie pytał : co to kurwa jest. Zdecydowałam się na big pieroga, nie mając pojęcia czy i jak się to ugotuje,co i tak przewidywałam w dalekiej przyszłości. Na wieczór przyszedł lovelas(nie mój) a ja zostawiłam instrukcje w jaki sposób je ugotować. To gotowanie jak widać skończyło się wyjęciem najcięższej artylerii…