Jej monumentalne, ciężkie piersi wylewały się z ciasnego czarnego topu jak dwa przejrzałe, gorące owoce, które zaraz pękną pod naciskiem własnego ciężaru. Oba sutki były całkowicie odsłonięte – ciemne, sztywne, nabrzmiałe do granic możliwości, sterczące dumnie i bezwstydnie, pulsujące z podniecenia. Szerokie, ciemne otoczki błyszczały od cienkiej warstwy potu, wyraźnie wrażliwe, gotowe na brutalne ssanie, gryzienie i ciągnięcie zębami.
Chciało się rzucić na nią od razu. Chwycić te dwie ogromne, gorące piersi w dłonie, ścisnąć je z całej siły aż palce zatopią się w miękkim mięsie, ugniatać, masować, uderzać nimi o twarz. Chciało się ssać oba sutki na zmianę – zachłannie, mocno, głęboko, gryźć je, ciągnąć, aż będzie się wiła i jęczała jak ostatnia suka. A potem zerwać z niej top do końca, położyć tego wielkiego biustu na klatce i wbić pulsującego kutasa głęboko między nie – posuwać te mokre, gorące piersi mocno, szybko, brutalnie, aż spuści się na nie gęstymi, gorącymi strugami…