Vanew
Słuchaj uważnie.
Wyobraź sobie, że nie piszesz już nic. Że jesteś u mnie.
Zamykam drzwi. Nie gadamy. Podchodzę, chwytam Cię za biodra i przysuwam do ściany. Palcem zsuwam tę czerwoną bieliznę w bok — dokładnie tak, jak na zdjęciu. Najpierw tylko patrzę. Potem kładę kciuk tam, gdzie przed chwilą miałaś swój palec. Powoli. Żebyś poczuła, że wiem, gdzie Cię to pali.
Klękam. Nie pytam. Rozchylam Cię i liżę tak, jak lubisz słuchać — dokładnie, mokro, bez pośpiechu. Język płaski, potem czubek na łechtaczce. Dwa palce w środku, zagięte. Trzymam Cię za udo, żebyś nie uciekła, kiedy kolana zaczną Ci się uginać.
Kiedy już jesteś śliska i głośna, wstaję. Odwracam Cię. Ręce na ścianę albo na łóżko. Wchodzę od tyłu. Najpierw tylko końcówką. Czekam, aż sama się na mnie nasuniesz. Dopiero wtedy biorę Cię głęboko.
Jedną ręką trzymam Cię za włosy, drugą wracam między nogi. Nie pieścię. Tarczę. W rytm. Każde pchnięcie ociera Cię o moje palce. Szepczę Ci do ucha, że nie skończę, dopóki nie usłyszę, jak Cię ściska. Dopóki nie poczuję, że już nie udajesz.
I nie wychodzę od razu. Zostaję w Tobie. Oddycham Ci w kark. Palcem zbieram to, co spływa, i znowu wtykam w Ciebie.
Potem sadzam Cię na mnie. Twarzą do mnie. Żebyś patrzyła, jak się na mnie rozjeżdżasz. Powoli. Głęboko. Aż znowu Ci się zrobi gorąco?
Mężczyzna • 4 hours ago