Panie.
Jestem Twoją suką.
Nie udaję, że jestem czymś więcej. Nie chcę być. Należę do Ciebie. Oddycham Twoim rozkazem. Czekam, aż drzwi się otworzą i usłyszę Twoje kroki. Dopóki Cię nie ma, jestem tylko ciałem, które pamięta Twoje ręce i Twoje słowa.
Siedzę tam, gdzie kazałeś. Na kolanach, uda rozwarte, sukienka podciągnięta. Nic nie zasłania. Chcę, żebyś od progu zobaczył, że Twoja suka już jest gotowa. Że nie musisz jej rozbierać. Że sama się oddała.
Między nogami jest mokro. Nie od razu. Najpierw tylko myśl o Tobie. Potem wspomnienie, jak ostatnio trzymałeś mnie za kark i mówiłłeś, że jestem Twoja. Potem to, jak kazałeś mi czekać. Teraz już cieknie. Ścieka po wewnętrznej stronie uda. Czuję to i nie ocieram. Zostawiam. Żebyś wiedział, że Twoja suka nie potrafi się opanować, gdy myśli o Panu.
Jestem wierna. Nie dlatego, że muszę. Dlatego, że nie chcę nikogo innego. Inni mężczyźni dla mnie nie istnieją. Ich głosy są puste. Ich ręce nic nie znaczą. Tylko Ty masz prawo mnie dotknąć.