Oszczędność wpisana jest w istotę polskiej kuchni. Stąd zwyczaj, że w poniedziałek jemy to co zostało z niedzielnego obiadu. Stąd mamy zupę pomidorową z kluskami, czyli niedzielny rosół z kury zaprawiony koncentratem pomidorowym, Passatą czy co tam ma się tomatowego pod ręką. Stąd kopytka wykonane z pozostałych po obiedzie ziemniaków. I tak samo u mnie. Gulasz zrobiony w sobotę, podany w niedzielę i ponownie zaserwowany w poniedziałek. @InkaIna smakuje obłednie po kolejnej nocy przegryzania się i po kolejnym odgrzaniu. Następnym razem nie dam Ci spróbować na miejscu zaraz po ugotowaniu. Dostaniesz na wynos po złożeniu uroczystej przysięgi, że spróbujesz dopiero na trzeci dzień. Do tego odgrzewane szare kluski (dałem za mało mąki żytniej i aż takie znów szaro nie wyglądają, ale umówmy się że są szare). Zrobiłem je wczoraj ale nie podałem, bo zdecydowałem się na placki ziemniaczane. Ciągle mam spory zapas papryki, pomidorów gruntowych i cebuli. Więc nie dziwota, że sałatka pomidorowa.