Mini Zbiornik
Sneer___
Mężczyzna ()
18 hours ago

A ja mam pytanie do Ciebie Mira. Nie jest to coś co spędza mi sen z powiek, niemniej chciałbym poznać mechanizmy rządzące takimi sprawami, a Ty zdaje się masz udziały w wydawnictwach i chyba orientujesz się w tym rynku księgarskim. A w czym rzecz? Otóż jest galeria handlowa, a w niej Empik i tam książka kosztuje 60 złotych, nawet trochę ponad, sto metrów dalej w tej samej galerii, jest inna księgarnia i tam ta sama książka kosztuje 39 złotych. I to nie jest jednostkowy przykład, a reguła. O co tu chodzi? Ja rozumiem, że cena tego samego produktu może się różnić o kilka czy nawet kilkanaście procent, ale o ponad 50 procent? Mamy wolny rynek i konkurencję i skąd taka różnica cenowa? Bo ja rozumiem jak jest sklep na wsi, innego sklepu tam nie ma, do najbliższego miasta jest 10 km, Pekaes też tam nie dojeżdża i właściciel takiego sklepu może sobie ceny windować, bo jak się nie podoba to dymaj 10 km do innego sklepu po chleb. Albo płaci się za markę czy firmę, bo są idiotki, które płacą za torebkę 20 tysięcy tylko dlatego, że ona ma metkę od Dolce Gabana czy innego Gucci, gdy bardzo podobne, ale bez takiej metki są za dwie stówy. Ale w tym przypadku mamy produkt, który nie jest podobny lub prawie taki sam, nie, to jest dokładnie ten sam, identyczny produkt. Pytałem się tych pań z księgarni dlaczego u nich tak tanio i one potwierdziły, że koleżanki z Empiku przychodzą kupować książki do nich, ale dlaczego to już nie umiały wyjaśnić. A Ty potrafisz to wytłumaczyć? Tylko najlepiej bez jakichś skomplikowanych angielskojęzycznych zwrotów żebym ja z tego coś zrozumiał. I byłbym wdzięczny gdybyś do swojej ewentualnej odpowiedzi nie wplatała wątków o pończochach i paskach, bo temat nie dotyczy produktów Gatty czy Calzedonii tylko cen książek...

milFuria
milFuria VIP VF
Kobieta ()
9 hours ago

Mam o tym jednak dość mierne pojęcie. Wydałam tylko kilka książek. Zdecydowanie powinieneś zapytać Piaa.

Zacznijmy od tego, że w Polsce, w kraju gdzie przeciętny Polak czyta (statystycznie rzecz ujmując) tylko 1 książkę rocznie, gdzie tylko 1% rodzin deklaruje posiadanie księgozbioru 100 książek (wliczając w to podręczniki szkolne dzieci) wydaje się rocznie ponad 33 tys pozycji klasyfikowanych według IBSN jako książki. Dodajmy do tego to co mówi moja redaktorka-korektorka, literackiej czci godna pani Jadwiga, wzdychając nad tą moją koszmarną polszczyzną … żyjemy pani Mireczko w czasach gdy zdecydowanie łatwiej książkę teraz wydać niż sprzedać, niestety …

Teraz na to nałóżmy, że to jednak wolny rynek oparty o zasadę CcC, czyli, ze Cena czyni Cuda.
Dodajmy, że w odróżnieniu od wielu europejskich krajów w Polsce nie ma odgórnie regulowanych cen książek. Cena okładkowa zwykle jest elementem gry marketingowej i mrzonki - ,ty Pawelek patrz!’ - Mówi żona do męża, przy koszu książek w Biedronce po 9,90 za sztukę - ‚No ale okazja! Kosztowała 59,90 !.Taka okazja! Bierzemy! Będziesz miał na prezent dla Zuzanny’ ….
No i dystrybucja. Aby cena tzw. druku - czyli ‚wydania’ 1 egzemplarza była zoptymalizowana, szczególnie w tzw. Self-publishingu, to jednak trzeba celować w nakład miedzy 3 a 5 tys. A to już lekko od 4 do 6-ciu palet. Oczywiście, możesz próbować to sam sprzedawać, pod warunkiem, ze ogarniesz logistykę. Przy dużej dozie samozaparcia masz nawet szanse wyciągnąć na rękę i te umowne 50% ceny okładkowej - choć koszty tego będą duże. No i lepiej sprężaj się z tą sprzedażą …magazynowanie 1 niesprzedanej palety będzie cię kosztować jakies 100 PLN miesięcznie. Jak wstawisz to do nieogrzewanego garażu szwagra - to uważaj! Książki ,qrewsko’ chłoną wilgoć i zapachy i już nawet po 3 miesiącach możesz mieć lekko zbutwiały czy śmierdzący stos zadrukowanych kartek w kolorowej okładce a nie coś co ludzie nazywają książka.

Zatem ten przykładowy Empik nie jest taką złą opcją. Stać ich aby ,wykupić’ twój cały nakład, zrobić profesjonalny marketing i promocje, ogarnąć ogólnopolską dystrybucje, czy social media … i go sprzedać. Przy dobrze wynegocjowanej umowie możesz wyciągnąć i 10 PLN na czysto od egzemplarza i dodatkowo ze 3 tysi od każdego spotkania autorskiego które ci zorganizują, czy to w ich salonie czy na tych wszystkich targach i festiwalach książki które mogą ci zorganizować.

Ala pamiętaj - Empik i podobne wyspecjalizowane ,ksiegarnie’ to Everest tego biznesu. ,Wchodzą’ do niego najlepsi z najlepszych. Jak autor kończy w koszu w Biedronce to tez w sumie farciarz.
Najgorzej jak ktoś przeceni swój literacki talent i umiejętności biznesowe. Przy 100 tys nakładu który ci rozprowadzi Empik można już mega fajnie żyć. Tego nie zrobi ci nigdy mała księgarnia za rogiem …

Na tym kurwidolku znałam kilku ,pisarzy’. Najbardziej żal było mi pewnej ,przesympatycznej ,szkieletczanki’. Też ją tu poznałeś.
Kosztem ok 25 tysi ( okres ok 2009-2010 roku) na które się biedulka zapożyczyła w banku, zostawiając mieszkanie, zrobiła nakład 5 tys. Odbiła się od drzwi Empiku, Merlina i innych. Nie miała ani dojścia ani dalszej kasy na tzw. entry-fee do tej przysłowiowej Biedronki ani Kauflandu. Wstawianie w komis nie wchodziło w grę bo raz ze wchodziły tu koszty transportu a dwa, ze miała raty do spłaty. Zdesperowana próbowała sprzedawać sama łącząc pracę na pełny etat z pakowaniem tych książek i bieganiem na pocztę, aby ograniczyć koszty. W ciągu pierwszego roku sprzedała 708 egzemplarzy, w drugim ledwo jakieś 350. Koszty przechowywania niesprzedanych palet książek zaczęły przewyższać już nie ,zyski’ ale nawet te skonsolidowane marne wpływy, liczone od początku tej przygody.
Na utylizacje tych niesprzedanych książek wzięła chwilówkę. Wyleczyła się z pisania.

I tu ponownie odsyłam do mojej pani Jadwigi …
I to co mówię na moich spotkaniach autorskich - kto nie zna Empiku niech we mnie rzuci książka.

Sneer___
Mężczyzna ()
4 hours ago

Dziękuję za ciekawy wywód. Bardziej chodziło mi o to jaki jest sens sprzedawać coś za 60 złotych skoro w sklepie obok ten sam produkt można dostać za 40. I ktoś mi to dzisiaj wyjaśnił. Typowa księgarnia zarabia na sprzedaży książek. I jak nie sprzeda to nie zarobi, dlatego musi mieć przystępne ceny. A EMPiK to wielka sieć, która sprzedaje różne produkty i tam książka jest jedynie dodatkiem. Sprzeda książkę to dobrze, nie sprzeda to nie ma tragedii, bo zarobi na czymś innym, więc mogą mieć tę ceny wyższe. Brzmi to dla mnie logicznie. A tę panią chyba kojarzę, ona miała nick: "Kielecka zolza" czy jakoś tak. Szybko mnie zablokowała, ale ogólnie fajna babka...

Serwis przeznaczony tylko dla osób dorosłych. Klikając "Rozumiem" potwierdzasz, że masz ukończone 18 lat. Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług.

Rozumiem