Las… Nigdy nie spotkałam tu nikogo o tej porze, ale zawsze jest to możliwość. I właśnie to nas tutaj przyciąga, prawda?
Staję przy tym dużym dębie, plecami do ścieżki. Moje palce drżą, ale nie z zimna. Mam na sobie tę swoją spódniczkę, ohhh i te rajstopy … i teraz tutaj.. teraz...
Siadam na zimnym drzewie od tej huśtawki. Czuję szorstkość drewna przez materiał. Rozchylam nogi powoli, celowo. Moje dłonie schodzą w dół. Dotykam tej tkaniny między udami i czuję, jak serce mi wali.
To ja to robię. Ja !!!
Łapię mocno i ciągnę. Słyszę to charczenie materiału, to rozdzieranie. To dźwięk, który wydaje się głośny jak grzmot w tej ciszy lasu...syszenie nitek, które ustępują pod moim naciskiem. Robię sobie tam otwór. Celowo. Chcę tego.
Teraz czuję powietrze. Świeże, wilgotne od lasu. Dotyka mnie tam… Jestem nadal ubrana, ale już nie do konca…Ten kontrast mnie podnieca spódniczka zachowująca pozory…