Natasza leżała na czarnych jedwabnych prześcieradłach w samej czerwonej bieliźnie.
Cienki koronkowy biustonosz ledwo trzymał piersi, a stringi były już odciągnięte na bok. Oddychała głęboko, nogi szeroko rozchylone, nadgarstki luźno związane nad głową.
On klęczał między jej udami z czarną świecą. Płomień tańczył.
Pierwsza strużka gorącego wosku spadła prosto na cipkę.
Natasza krzyknęła. Wosk rozlał się po wargach, spłynął na łechtaczkę i wcisnął się między fałdy. Pieczenie było ostre, intensywne. Ona uniosła biodra, wystawiając się jeszcze bardziej. On odciągnął czerwoną koronkę szerzej i lał dalej – kropla po kropli – na otwartą, mokrą szparkę. Wosk twardniał, pękał przy każdym drgnięciu, a ona jęczała coraz głośniej.
Kiedy cipka była już cała pokryta białą, pękającą skorupką, uniósł świecę wyżej.
Przechylił ją nad piersiami.
Gruba strużka spadła na lewy sutek. Natasza wygięła się w łuk. Wosk spłynął po piersi, oblepiając twardy sutek i spływając w dół, pod czerwoną koronkę