Bilardowe spotkanie, choćby skrywało się pod niewinnym pretekstem zapoznawczej rozgrywki, potrafi powiedzieć o mężczyźnie więcej, niż niejedna długa rozmowa. Jego klasę odczytuję z drobiazgów: z elegancji stroju, szacunku dla przeciwnika, uczciwości wobec zasad i powagi, z jaką traktuje samą grę. Bo przecież nie chodzi wyłącznie o to, jak prowadzi kij, lecz także o to, jak nosi się przy stole i jaką postawę przyjmuje wobec drugiego człowieka. Nie szukam błazna, który pomylił bilardową salę z podwórkowym boiskiem. Jest coś ujmującego w mężczyźnie, który rozumie, że nawet zabawa może mieć swoją etykietę. A jeśli na takie spotkanie przychodzi w obuwiu sportowym, niechybnie oszczędzę nam obojgu fatygi — nie podejdę nawet do stołu, by skrzyżować z nim kije. Nie każda rozgrywka zasługuje bowiem na rozpoczęcie.