W półmroku sypialni, cień rzymskich zasłon podkreślał tajemniczość naszego spotkania we troje.
Gdy mój kochanek wszedł do pomieszczenia pół godziny wcześniej, atmosfera nabrała natychmiast gęstości. Moje spojrzenie spotkało się z jego, w jednym momencie rozbrzmiały miliony słów, których nigdy nie wypowiedzieliśmy. Czułam pulsujące bicie serca, które przybierało na sile, wraz z każdym krokiem, który kierował w moją stronę. Mój mąż był w cieniu naszych myśli, co czułam w każdym geście mężczyzny, któremu chciałam się oddać.
Gdy moje ciało złączyło się z nim wreszcie, moje poczucie winy i ekstaza zatańczyły ze sobą w coraz gwałtowniejszych ruchach. To było jak wędrówka przez labirynt emocji, gdzie każdy zakręt kusił nowymi doznaniami, a każde kolejne jego pchnięcie było grzechem i zbawieniem, prowadzącym wprost do orgazmu.
Jego sperma na mojej twarzy była manifestacją mojego oddania, chwilą katharsis, w której nasze dusze znalazły cuckoldową ulgę w objęciach zakazanej miłości…