To spotkanie zaczęło się od ciekawości, spojrzeń i napięcia, które rosło z każdą minutą. Obcy mężczyzna szybko zrozumiał, że tego wieczoru może wydarzyć się znacznie więcej, niż się spodziewał. Mąż obserwował od początku moje emocje, reakcję nieznajomego i to, jak szybko zniknął między nami dystans. Pozwoliłam kochankowi przejąć inicjatywę, poznawać moje ciało i prowadzić spotkanie tak, jak chciał. Spędziliśmy razem intensywny czas, bez cienia skrępowania. Najbardziej działała na mnie świadomość, że oddaję się nieznajomemu mężczyźnie, który bardzo mnie pragnie, a mój mąż patrzy na nas i czerpie przyjemność z naszego spełnienia. To była mieszanka adrenaliny, pożądania i przekroczenia moich dotychczasowych granic. Mężczyzna brał mnie, jak chciał, ja robiłam mu to co chciał, on też ze mną wszystko, na co mial ochotę. Byłam jego własnością, przez kilka godzin.
Po wszystkim wiedziałam, że żadne z nas tego nie zapomni. Happy stranger? Zdecydowanie. Ale szczęśliwa byłam również ja. I mąż też.