Czysta rozkosz.
Namydlone ciało, zniknęły już wonne olejki,
ale ogień w lędźwiach wciąż płonie wielki.
Choć woda gorąca spłucze zapach olejków,
nie zmyje dreszczy, ani moich głośnych jęków.
Masaż był tylko wstępem, prysznic zaś areną,
gdzie czystość z grzechem myli się z ceną.
Woda mnie chłodzi, lecz krew mocno tętni,
zaraz będziemy znów na dotyk nieobojętni.
Gdy dłoń poślizgnęła się w mokrej kaskadzie,
więcej się działo, niż na masażu… w zasadzie.