Skoro po trzech analizach od trzech różnych AI ktoś dalej nie ogarnia, to napiszę prościej, bo widocznie za dużo tekstu przerosło niektóre głowy.
Następnym razem, kiedy jakaś kurwa nazwie moją książkę „kiblem”, nawet jej nie czytając, moja odpowiedź będzie krótka: PIERDOLĘ CIĘ.
Rozumiem krytykę. Przeczytaj, miej argumenty, napisz konkretnie, co ci nie siadło. Ale plucie z góry, bo masz w głowie obrazek „tej laski z internetu”, to nie krytyka. To kompleks, zawiść i śmierdzące ego przebrane za opinię.
Ta książka to nie porno. To historia o manipulacji, wstydzie, granicach, kontroli, internecie i cenie bycia widzianą.
Bo ta książka może komuś otworzyć oczy. Może komuś pomóc nazwać to, czego sam nie umiał nazwać. Może komuś uratować kawałek życia.
I właśnie dlatego nie pozwolę, żeby jakaś zakompleksiona osoba sprowadzała ją do „kibla”, zanim w ogóle zobaczy, co jest w środku.