Przyrzekłam, że opiszę, a ja słowa dotrzymuję 😜
Na wybieg wkroczyła młoda żyrafa. Jakaż była piękna! Miała długie nogi, długą szyję i przepiękne łaty. A dwie chyba nawet były poprawione ręką jakiegoś zdolnego malarza. Poruszała się z gracją i dostojnie, by każdy – ale to każdy – pawian mógł zobaczyć jej wdzięki.
Kiedy już okrążyła wybieg stanęła na środku do wejścia do zacisznej kabiny, gdzie akurat wrzucono dzisiaj świeżutkie siano. Stanęła i zaczęła poruszać swoimi sztucznymi łatami, zginała wdzięcznie kolana, przechylała zalotnie szyją.
Stado pawianów stało oniemiałe z zachwytu. Ale potem rzucili się ku młodej żyrafie i zaczęli prezentacje swoich czerwonych zadków. „Patrz na mój, jest taki czerwoniutki” – wołał jeden. „O nie, nie, mój jest czerwony i wielki” – prężył się drugi. Tłum pawianów gęstniał. Tyłki zdawały się coraz czerwieńsze i bardziej nabrzmiałe. Mniejsze pawiany wpychały się między łydkami tych większych. A te większe barami odpędzały te mniejsze.
cd w komentarzu ⬇️