Na pytanie jednego z kolegów o to czy piliśmy alkohol do kolacji wyaśniam: oczywiście. Dobre jedzenie wymaga adekwatnych trunków. Tego wieczora byly to: cava Freixenet Cordon Negro Brut, słoweński reński rizling, austriacki welski rizling ( pól butelki) I po symbolicznej kropelce armeńskie brandy Ararat i francuski Martell VS. No tego ostatniego to może ciut więcej niż po kropelce. Wyborny, naprawdę wyborny. Efekt sushi był, ale go zaliczyłem woda czeską Magnezja. Alkomat o poranku wskazał jak wskazał. Nie ma dramatu. Za kółko siądę dopiero jak będzie zero.