Jest 20:42 siedzimy ze wspólniczką ciągle w biurze i pewnie trochę jeszcze posiedzimy. Przewidując to za wczasu poszliśmy do pobliskiego marketu. Zrobić podstawowe zakupy: pieczywo, masło, ser żółty, szynka, jajka, cola, whisky, brandy. No i wyszło jak wyszło. Pełen wózek i stękająca karta kredytowa gdy ją gwałcono przy kasie. W ramach tego szaleństwa kupiliśmy takie oto dynie. Damskich nie było? zapytał Piotrek.