Wschód Słońca rozlał po zasłonie złote promienie poranka, a ja, szykując się do śniadania, natknęłam się na coś, co trwało zaledwie chwilę — cień utkany ze zmysłów i wyobraźni.
Spróbowałam zatrzymać go w kadrze może nawet nie za przyczyną tego, że pokazywał nazbyt wiele, niczym zimne kliknięcie reporterskiej migawki, lecz właśnie dlatego, że odsłaniał tylko zarys obietnicy. Cień jest poetą kształtów, który nie opowiada historii do końca, a jedynie podsuwa jej wersy, pozostawiając resztę fantazji i sercu.
Dwa egzotyczne kwiaty, które wyłoniły się z gry świateł, zdawały się rozumieć to lepiej niż ktokolwiek. Piękno nie zawsze mieszka w tym, co widoczne. Czasem najpełniej rozkwita właśnie w niedopowiedzeniu.