Nad jej łóżkiem wisi Człowiek Witruwiański, Leonarda Da Vinci. Gapi się na mnie swoim surowym wzrokiem, jakby kpił z mojej dalekiej od renesansowych ideałów sylwetki. A może po prostu jest zły, że wisi na ścianie kiedy ja pierdolę od tyłu jego właścicielkę? Przesuwam wzrok na jej pośladki. Jej wewnętrzna strona ud jest mokra. Jest już blisko. Zgarniam trochę śluzu na palec, rozsmarowuję na jej ciepłym anusie i wpycham cały kciuk. Kilka pchnięć później jest już po wszystkim. Kończę na jej rozgrzanym do granic tyłku. Moja sperma i jej śluz łączą się jak farby na malarskiej palecie, kapią na pościel, tworząc abstrakcyjne wzory. Patrzę z dumą. To moje dzieło sztuki.