Najpierw zwykła rozmowa, luz, zero planu.
On siedział z tyłu i patrzył - spokojnie, bez pośpiechu.
Z czasem atmosfera się zmieniała.
Mniej gadania, więcej spojrzeń i takich momentów, kiedy każdy wie, co się zaraz wydarzy.
Nikt niczego nie musiał mówić.
Po prostu wszystko szło swoim rytmem - naturalnie, krok po kroku. Krok do kroku.