Kocham te dni, a w sumie wieczory, kiedy po prysznicu zakładam najwyższe szpilki jakie mam. Nacieram ciało pachnącym malinami balsamem, ubieram koronkową bieliznę, zakładam pończochy (obowiązkowo z paseczkami!) i zaczynam robić wieczorowy makijaż. Lubię kiedy jednym spojrzeniem odbieram mu ten jego cały męski plan i porywam w zapomnienie.