Przez krótką chwilę gotowa byłam uwierzyć, że jestem pomnikiem wzniesionym ku niebu, niczym ptak, który omyłkowo przysiadł na szczycie katedry i na moment zapomniał, że nie należy do chmur. Wtedy pokora pochyliła się nade mną i szepnęła cicho, że każdy krok ponad ziemią wymaga ostrożności. Każdy piedestał ma bowiem swoją krawędź, a skrzydła utkane z wosku zachwytu łatwo topnieją w blasku nazbyt bliskiego Słońca.