„Ręce na biodra i spójrz tutaj” - usłyszałam zza aparatu. Zrobiłam poważną minę, ale wytrzymałam może trzy sekundy. Potem zaczęłam się śmiać, bo nagle poczułam się jak na szkolnym zdjęciu: ktoś ustawia, ktoś poprawia, a człowiek zapomina, co zrobić z rękami.
Rozpuściłam włosy i powiedziałam: „Dobra, teraz po mojemu”. Stanęłam wygodnie, przestałam pilnować każdego gestu. W tle morze i niebo w kolorach, które zawsze kojarzą mi się z końcem wakacyjnego dnia. Lubię takie obrazy.
Nie chciałam idealnego zdjęcia. Chciałam takie, na którym rozpoznam siebie, zamiast zastanawiać się, czy dobrze wyszłam. Kiedy zobaczyłam ten kadr, od razu wiedziałam, że zostaje.
„To” - powiedziałam.
Czasem dobrze jest po prostu coś polubić i nie szukać powodów,